Zysia's Jogger;)

wygłupy :)

Koniec pewnego etapu w podróży zwanej życiem!

Jakiego etapu? Etapu problemów i złej samooceny, etapu pełnego żalu i gniewu, etapu po prostu toksycznego dla mnie samej. Wystarczyło poprosić o pomoc specjalistę, a on wszystko potrafi rozjaśnić. Niesamowite. Emocje które my nazywamy, bardzo często są nazywane niepoprawnie. Ja się o tym przekonałam! Wszystkim to polecam, jeżeli jest nam po prostu źle. Jasne, przyjaciele bardzo dużo dają, i chwała im za to że są! że pomagają! że słuchają i współczują, ale czasami trzeba przed samym sobą wyjaśnić pewnie zniesnaski życiowe. Czuję się po prostu teraz wolną osobą, lepszą osobą, ładniejszą, dostrzegam kolory w sobie! :) uch! po prostu wreszcie, po 2 latach męki i problemów czuję prawdziwą ulgę i szczęście :) Co prawda jeszcze długa droga przede mną, do całkowitego "wyzdrowienia" bo okazało się, że jest bardzo poważnie, ale ja się tego nie wstydzę, nie boję i wiem, że będzie tylko lepiej! :) Wreszcie zaczęłam żyć :)

SESJO SSIJ!

mam jej dość, szczerze dość, dość mam szkoły i aktorstwa. wszystko jest na nie. dziękuję

powroty?

Ostatnio bardzo oddaliłam się od muzyki polskiej. Rzuciłam się całkowicie w zagraniczny glam rock, czy czysty rock z lat '70, '80, '90. To jest wspaniała muzyka, nawet miałam takie przeświadczenie, że jest to najlepsza muzyka, jaka mogła się nam przytrafić. Ostatnio, całkowicie przez przypadek zajrzałam do płytoteki moich rodziców. Znalazłam tam płyty Marka Grechuty i Grzegorza Turnaua. Byłam trochę sceptycznie do nich nastawiona, ale wzięłam i zaczęłam słuchać.

Co z tego wyszło? Mianowicie to, że jestem teraz całkowicie przekonana, że Marek Grechuta to jeden z lepszych poetów polskich, a Turnau zaraz zaraz za nim się ustawia. Przepiękne, liryczne teksty z fantastycznymi aranżacjami muzycznymi. Co ciekawe, byłam pewna, że Grechuta robił tylko piosenkę aktorską oraz poezję śpiewaną, ale to nie jest to. To jest coś oryginalnego, nie można nawet tego zabukować w jakąś szufladę. Trochę rocka, trochę poezji, jazzu, piosenki aktorskiej. Przepiękny bukiet smaku muzycznego wyszedł. Jak słucham jego tekstów, po prostu się rozpływam.

Nadszedł czas widać na trochę inną muzykę w moim życiu, troszkę bardziej stonowaną, troszkę dojrzalszą, może poważniejszą, ale tylko troszkę.

Ja jestem zachwycona ich twórczością, można dodać też do tego SDM (Stare Dobre Małżeństwo), ale to jest już czysta poezja śpiewana, piękna, ale chyba troszeczkę już za bardzo "grzeczna", tak samo jak "Wolna Grupa Bukowina". Poza tym polecam wszystkim Michała Bajora. Co prawda często przesadza z vibrato, ale teksty ma bardzo dobre.

Poza tym ostatnio z powodu tragedii przywdziałam swój stary mundur harcerski. Wszystkie wspomnienia mi wróciły. Piękne wspomnienia, chyba najpiękniejsze. Zastanawiam się, czy by nie wrócić, może już jestem na to wg niektórych "za stara" na taką zabawę, ale harcerstwo to nie jest zabawa, to są ideały, priorytety, styl życia. Chyba mi tego brakuje. Tych zbiórek z dziećmi, obozów, tego spojrzenia na świat. Chyba mi tego brakuje. Zobaczymy to będzie, póki co muszę się dobrze zastanowić, czy na pewno tego chcę, bo to by oznaczało sporo wyrzeczeń z mojej strony.

żałoba...

Witam moi kochani

Po wspaniałej współpracy, bardzo owocnej opuścił wczoraj nas telefon Nokia E61. Najzacniejszy telefon jaki kiedykolwiek miałam. Został on bestialsko zamordowany przez złodzieja, któremu wypadł do kałuży. Na szczęście złodzieja zdążyłam pobić zanim zwiał. Wszystko działo się w metrze, gdy wracałam do domu padnięta po zajęciach. Tłok, ścisk, wszystko sprzyjało potencjalnemu złodziejowi (którego jak zobaczyłam co robi, myślałam, że zabiję!) do złodziejstwa mojego wiernego przyjaciela i kompana.

Moja "E siksti łanka" była najlepszym modelem telefonu jaki miałam. Jest mi ogromnie przykro iż tak skończyła. Proszę, uważajcie na swoje rzeczy w miejscach potencjalnych złodziejstw.

W każdym razie era E61 w moim życiu się skończyła. Trzeba zakupić nowy model telefonu. Jednak nic mi nie zastąpi E61.

Proszę o minutę ciszy dla tego wspaniałego modelu, który tak strasznie skończył.

dziękuję.

Dawno, zimno, biało

Hellou!

Dawno mnie tutaj nie było, sesja, wyjazdy po Polsce, realizacja własnych marzeń mnie pochłonęła:) Teraz ferie, chwilka spokoju, chwilka na jakiś wpis:)

W między czasie z ważniejszych wydarzeń mojego życia, odwiedziłam pomorze, jestem po sesji, która była wyjątkowo wyczerpująca, jestem w trakcie tworzenia materiału do mojego projektu muzycznego (a i owszem! dostałam bardzo poważną propozycję zrobienia czegoś konkretnego z finałem wydawniczym tzn. tak zwaną płytą muzyczną. Nigdy nie przypuszczałam, że kiedykolwiek będę zajmować się tą dziedziną sztuki, jaką jest muzyka na poważnie, a jednak... Plany się zmieniają.) Co jeszcze... Nowe, bardzo burzliwe znajomości, oczywiście sylwester. Jednym słowem "rock'n'fuckin'roll" ;)

Wszystko się zmienia jednym słowem. Bądźmy szczęśliwi, radości, uśmiechnięci! Pozytyw to jest to, czego nam wszystkim trzeba, a każdy problem stanie się drobnostką:) Pease & Love!

Guns N' Roses November Rain Demo

jak dla mnie to mistrzostwo! o sto kroć mi się ta wersja bardziej podoba niż oryginał! Z resztą ludzie, którzy znacie, słuchacie podzielcie się wrażeniami.

wspomnienie poprzedniego wieczoru.

dla Kataniaczka, Uki, Baq

jako wspomnienie ubiegłej nocy ;-)

Kiedy zaczyna Ci się układać, zawsze musi być coś nie tak.

Noga dalej złamana. Do końca roku mam nie chodzić. Tracę przez to szkołę. Wszystko co mnie teraz cieszy, czyt. Szkoła zostaje mi zabrane. Do tego mieszkam w Polsce to tez mnie denerwuje. A było już tak dobrze.

Elita Chomi ponad wszystko!

O co chodzi?! Ha! o moich przyjaciół z którymi się trzymam już ponad rok:) Są cudowni, niezastąpieni, spontaniczni, czasami za bardzo wkurzający, ale generalnie, trzymamy się tak długo i nie mamy siebie dość:)

Wczoraj Kataniaczkowi zorganizowaliśmy urodziny, niespodziankę. Tak, u nas to już jest tradycja, urodziny niespodzianki oczywiście. Prezent boski! z Baq i Uką zrobiłyśmy złoty kajdan ze złotą kłódką z diamencikami w opakowaniu też złotym od Aparta:D Matko, potem Katana ciągle (no prawie;P) w nim łaził, super sprawa, serio! Ale impreza metrze była kluczem wczorajszego wieczora, pomijam tort w pubie i piwa, bo to standard, ale wódka, kieliszki (tak, zabrane z pubu;P) muzyka i tańce w metrze, w jednym z wagonów, meega! jeszcze to nalewanie wódki i szybkie picie za nim się wjedzie na stacje, bezcenne:)

Oni są bezcenni:) taka prawda, mimo że kwasimy jak cholera, jeździmy po sobie non stop, to i tak jesteśmy kozaki! :D

Pozdro dla prawdziwej Elyty Chomi: Kats, Baq, Uka, Madzia Grzyb!

po 10 miesiącach wystarczyło parę słów!

Tak! 10 miesięcy płaczu i dołka, zero wiary w siebie, przewagi dni gorszych, niemocy, uwięzi emocjonalnej poszło w kąt! W czwartek się uwolniłam. Wystarczyło powiedzieć:) parę słów:) niesamowite:) Jestem zupełnie innym człowiekiem, wolnym, szczęśliwym, lekkim, wesołym:) Po prostu super! Życzę każdemu takiej wolności, ponieważ niewola emocjonalna jest tragiczna. Ale widać musiałam zapłacić za błędy:) Dług spłacony i teraz rozpoczynam nowe życie!

Wraz z tym uwolnieniem wiele się zmieniło, zaczynam poważnie pracować z muzyką i aktorstwem, pierwsze komercyjne role, pierwsza poważna propozycja współpracy muzycznej z profesjonalistami, warsztaty wokalne, nowe znajomości, nowe namiętności

Plus 2 próby Iraas Bandu, plus 2 świetne koncerty T.Love, świetny początek wolności:)

Polska służba zdrowia...

Nasza służba zdrowia jest tragiczna! w poniedziałek pojechałam na prześwietlenie nogi, powiedzieli mi, że mam dodatkową kość w stopie i mam ją złamaną. Jedna ze znajomych mojej mamy pracuje w szpitalu, nie chciało jej się wierzyć, że nie "do końca wiadomo co mi się stało", zabrała zdjęcie rentgena do swojego chirurga w szpitalu. Co się okazało. Nie mam dodatkowej kości, co więcej, nie mam jej złamanej tylko zwichniętą.

w poniedziałek jadę na zdjęcie gipsu. Co nie zmienia faktu, że gdyby mojego zdjęcia inny lekarz nie zobaczył siedziałabym w tym gipsie 6 tygodni a potem miałabym rehabilitację.

Nikomu nie życzę państwowej służby zdrowia!

hmmm, nieszczęście w szczęściu :)

Wczoraj poszłam na koncert Kultu. Miałam nie iść z różnych powodów, między innymi dlatego, iż nie miałam biletu a już w kasach go nie mieli, ale znalazłam bilet, darowałam sobie moje problemy i pojechałam na Kult w Stodole.

Przed wejściem spotkałam się z bardzo miłą Kachą od której odkupiłam bilet. weszłyśmy, szatnia piwko (nawiasem mówiąc 9 zł za piwo w klubie studenckim to jakaś profanacja), support.

Kult wchodzi na scenie, pierwsza piosenka, druga piosenka, przy trzeciej zostawiłam moją towarzyszkę i poleciałam w pogo (Kult to jedyny zespół gdzie chce mi się siedzieć w pogo!) i od razu jak wpadłam ujrzałam znajomą twarz, ale chyba mi się przewidziało, zapatrzyłam się, ktoś mnie popchnął, poleciałam i źle stanęłam. Cholernie bolało. Potem przez cały koncert mnie bolała, coraz bardziej niestety. Spotkałam paru znajomych w klubie, z paroma pogadałam z innymi tylko się przywitałam.

W drodze powrotnej do domu ledwo wsiadłam w samochód taty. Posmarowałam na noc stopę żelem i poszłam spać z nadzieją, iż następnego dnia pójdę normalnie do szkoły. Niestety rano chciałam stanąć na nodze i nie mogłam było jeszcze gorzej. Dodatkowo mi spuchła.

Pojechałam z rodzicami na ostry dyżur. Tam się okazało, że mam dodatkową kość w stopie i to właśnie ona mi się złamała. Gips na 6 tygodni.

Reasumując koncert był niesamowity, bardzo dobry, pierwszy raz byłam na ostatnim koncercie na trasie Kultu, super podziękowania piosenka na koniec, ochrona zespołu na fali. super:) Nie podobało mi się tylko parę rzeczy: brak "Do Ani" brak wody rozdawanej, złamanie nogi. Teraz mam problem w szkole bo wiadomo aktorka z gipsem nie za bardzo się do czegokolwiek nadaje.

Kilka zmian, żalów, uniesień i zysków.

pierw zacznę od żalów i oburzeń. dokładnie miesiąc temu zamówiłam mój nowy telefon E71 i do tej pory nie mogę się go doczekać. Dodatkowo na koncerty Kultu nie mogę iść, ale to aż tak mnie nie boli, bo dzisiaj uznałam, że nie do końca chyba bym chciała iść.

Coraz bardziej podoba mi się moja nowa szkoła, na samym początku było tragicznie, chciałam z niej zrezygnować, ponieważ czułam się jak totalny outsider w mojej grupie, ale (na całe szczęście) ludzie robią się coraz fajniejsi i nawet coraz bardziej podobni do mnie:) to jest pozytywne. Pare fajnych imprez za mną. Przede wszystkim urodziny Fibiego. Bardzo miła impreza:) poza tym pare koncertów, domówek, wypadów do pubu itp.

coraz rzadziej przesiaduję przed komputerem, powód jest prosty, raz, że mi się nie chce, a dwa nie mam czasu, szkoła to szkoła, trzeba się przyłożyć, i ja chcę się przyłożyć:)

co jeszcze, mam pracę, dorywczą, ale zawsze to jakieś pieniądze.

zapomniałam w październiku o bardzo ważnym dniu który sama wymyśliłam, albo październik albo listopad właściwie. Zapomniałam o nim kompletnie ale mam nadzieje to nadrobić jakoś niedługo jak się spotkam z moimi.

tyle w sumie, nie za bardzo ostatnio chce mi się pisać, chyba, że założę jakiś porno blog ale to na spółkę z Arturem Maz.

Lubimy, lubimy, lubimy, lubimy, hardcorowe pożegnnia wakacji! ;]

Wraz z moją "Elytą Chomi" tak sławetną wśród wszystkich moich znajomych, wybraliśmy się na imprezowy weekend do Łodzi. Z początku miałam nie jechać, ponieważ miałam małe kłopoty, ale wszystko się udało (Dzięki Uka;)) Nic dodać nic ująć, w życiu tego wyjazdu nie zapomnę, a właściwie ostatniej nocy (27 na 28 września 2009 roku)

Pierwszego dnia, przyjechaliśmy do Łodzi około godziny 21:30. Nasze pokoje były cholernie daleko (jak się potem okazało, nie dojeżdżały tam nocne, poza tym były poza Łodzią w Andrespolu) Noc była szalenie zimna, zamarzaliśmy, całe szczęście napój wysoko procentowy nas rozgrzał zabrany przez Ule i Zuzie (Uli napój był lepszy, ponieważ był chłodniejszy i słynne Rosyjskie nazwisko go reklamowało;)). Wprawieni w szampańskie nastroje postanowiliśmy pojechać na sławetną ulicę Piotrkowską, aby się zabawić w odpowiednim stylu. Pomijam wybryk panów zamkniętych w swoim pokoju;P.

Łódź Kaliska: To najlepszy klub/pub w którym kiedykolwiek byłam. Wystrój, atmosfera, muzyka, ludzie, hot spot;P. Wszystko mnie zachwycało. Bardzo żałuję, że nie ma takiego miejsca w Warszawie. Powinno być. Trochę spięć, trochę śmiechów z dość "pedalskiego" Capa :D, jak to zawsze w tej u nas bywa. Morderczy powrót do domu, zamarzaliśmy na przystanku. Wreszcie powrót i spanko.

Kolejny dzień, to już podzielenie na dwa obozy (tak myślałam, że tak będzie). Od rana różne rzeczy robiliśmy w tych towarzystwach, tylko czasami się wymienialiśmy. Około godziny 17 pojechaliśmy znów do Łodzi, tym razem z bagażami, ponieważ Ja, Baku, Uka, Klimek i Wiśnia mieliśmy wrócić pociągiem o 5.50 do Warszawy już. Pojechaliśmy na dworzec Łódź Fabryczna, zostawiliśmy w przechowalni bagaże (głupie urządzenie zjadło mi 8 zł!) kupiliśmy bilety (do których później wrócę, bo to są dość "ważne gadżety sytuacji;P")

Potem Uka, Baq i Wiśnia, poszły na mszę, a ja Cap, Klimek, Katan, Zuzia i Łukasz- chłopak Zuzi, poszliśmy pierw do Podziemi przy Piotrkowskiej a potem do Manufaktury. Bardzo ładne miejsce, ta manufaktura. Na miejscu Klimek kupił sobie bluzę, potem obiad i ruszyliśmy na miasto znów. Już tutaj nie pamiętam jak chodziliśmy dokładne, ale to mało istotne. Fajka wodna, piwo z żabki, dwa podejścia do Łodzi Kaliskiej, gdzie ludzi już mało było. Rozdzieliliśmy się wreszcie. Zostaliśmy sami. Ja, Uka, Baku, Wiśnia i Klimek. Tutaj nasze przygody dopiero się zaczynają...

Pierw po drodze coś mi się stało z kostką, albo torebką stawową. Bolała mnie z czasem coraz bardziej, więc musieliśmy wolniej chodzić. Baku poszła na kebaba z gołębi, podobno nawet dobry. Było nam już tak zimno, że postanowiliśmy ruszyć dalej;P Mieliśmy 6 godzin do pociągu, szukaliśmy jakiegoś otwartego klubu, pubu, czegokolwiek gdzie będzie ciepło. Alternatywą była Łódź Kaliska, ale ja tam nie chciałam iść cytując: "Ale wam nie wstyd wchodzić tam trzeci raz?!". Okazało się, że w środku było bardzo dobrze, ciepła herbata, zajebista muzyka, krzyżówki, pan który zerwał związek po 6 latach i jego przyjaciel pytał się, czy jest przystojny. Tam przeczekaliśmy do 2 w nocy. Można tutaj przytoczyć Ulę: "Mowa amora, kończąca się na t... hmm... Bełkot?" prawdziwa odpowiedź, to szept. O drugiej w nocy szanowny pan ochroniarz powiedział "wychodźcie, zamykamy". Porzuciliśmy ciepły pub i herbatki z krzyżówką i ruszyliśmy w ponowną tułaczkę po Piotrkowskiej. Tutaj dokładnie chronologii wydarzeń nie pamiętam, aczkolwiek trzeba zaznaczyć takie punkty jak: Bans pod kebabem, taniec na stole (Baku twierdzi, że wieszczów, ja jednak nie;P) i śpiewanie Baku do jednego z nich "Jestem barmanem na tym dancingu?", sesja zdjęciowa Bakuły z kobietą z plakatu optyka, Netoperek Baku (wg. mnie mistrzostwo!) Foty pod pomnikiem Kościuszki, oglądanie telewizora z reklamami, "Lampy lubią hardcore!", znaczy dziwne pląsy przy sklepie z lampami, nawet nie wiem jak to nazwać:P, Bakuła wyskakująca go upitego dresa, że jest on gejem, Ponownie tego wieczora Pub Dublin (tam leciał jakiś trash trans, nie mam pojęcia co to, ale było przerażające, ja się serio wystraszyłam tych odgłosów, bo muzyką tego się nie da nazwać), Elektro taniec na schodach, Bakuły Szon Polowe "RAK! DIS PARTI!", spotkanie arcy- ciekawego bezdomnego, świetnie grającego na harmonijce ustnej, mającego swoje problemy, ogółem za młodu Kabareciarza. Szalenie ciekawy człowiek znający świetnie Warszawę. Niesamowicie mnie poruszył. Cukrzyk choć wyglądał na pijaczka. Biedny człowiek, ale na prawdę spotkanie z nim dawało do myślenia.

Zmierzaliśmy do dworca, oczywiście już szczęśliwi, że niedługo wrócimy do domu, niedługo się cieplej ubierzemy i niedługo wszystko wróci do normy. Wpadłam na pomysł, aby sprzedać ówcześnie kupione bilety, dopłacić różnicę i jechać pierwszym lepszym pociągiem do Warszawy. Niestety! Okazało się, że baba w okienku sprzedała nam złe bilety, i one obecnie są nieważne. Ja się załamałam, zadzwoniłam do mamy bo już nie wiedziałam co mam robić, my w 5 bez kasy już właściwie, bez ważnych biletów powrotnych. Pani nam mówiła, że możemy spróbować jechać pociągiem o 7:50, ale czekanie na niego nikomu się nie podobało. Pobiegliśmy do konduktora pociągu pośpiesznego, jadącego do Warszawy o 4:30 z zapytaniem, czy byśmy mogli dopłacić różnicę. Ten powiedział, że nie, i raczej nikt nam nie uzna tych biletów, ale był na tyle dobry zabrać nas na kolejną stację, która była naszą stacją startową. Tam Pani też nie przyjęła naszych biletów i wciskała nam kit, że możemy spróbować na nich pojechać, oczywiście nie dając nam żadnej gwarancji na papierku czy coś. W trakcie mój tata już się zbierał do wyjazdu samochodem po naszą 5. Postanowiliśmy kupić za pieniądze które nam zostały, a właściwie Uli i Wiśni, bilety na najbliższy pociąg do Warszawy. Ja mojego tatę uspokoiłam.

To już koniec naszych przeżyć. I gdybym miała wybierać, teraz, wiedząc jak będzie, to też był pojechała, bo mimo wszystko to nas zbliżyło, nauczyło sporo rzeczy a poza tym mimo pewnych niepowodzeń było cudownie! :) Dziękuję wszystkim za tak cudowny wyjazd. I i tak wiem, że Lubicie Hardkor, Lubicie Hardkor, lubicie, lubicie, lubicie lubicie hardkor! :) Hejka Hej!

bilans (prawie) minionych wakacji.

A bilans się przedstawia tak, że pojechałam nad morze, raz tylko do Gdańska, na Kaszuby, na własną wieś. To w sumie wszystko z wyjazdów. Miałam jechać do Krakowa, i w zasadzie tak na ten wyjazd czekałam, ale drogi z M się rozeszły i raczej nie wrócą na dobry tor.

Właśnie! co do znajomości w te wakacje: Straciłam swoją przyjaciółkę K. I raczej nie odzyskam, straciłam M i raczej nie do odzyskania, zyskałam Fibiego z czego się niesamowicie cieszę. bo to dobry człowiek jest. I pożartować i pogadać można:) Poza tym nawiązałam bliższe relacje z moją ukochaną Ekipą Chomi z czego jestem niezmiernie dumna! ;)

Do tego wszystkiego jestem po remoncie w domu i mn. w moim pokoju. Teraz jest cudownie! Źielonożółte ściany, plakaty w antyramach, wełniane dywaniki;) Cudownie!

Poza tym w sumie jest mi przykro, że z M i K tak wyszło. Ale widać tak musiało być. Trzeba się cieszyć tym co się ma! A ja właściwie mam dużo:) i tym razem nie będę się starać. Nie widzę sensu chyba. One dwie świetnie się dogadują, jeżdżą do siebie. fantastycznie! tylko przy tym mnie ranią. Cóż była. Ja i tak muszę się emocjonalnie ogarnąć bo w końcu idę do nowej szkoły:)

Cóż mogę jeszcze dodać. Nie chciało mi się totalnie pisać ostatnio i ogółem mi się nie chce. Wolę wyjść ze znajomymi gdzieś i coś porobić zamiast siedzieć przy komputerze.

pozdrawiam wszystkich ;-)

niby wszystko wspaniale się układa a jednak.

Pomijam już wszystkie tragedie rodzinne, ponieważ pochowaliśmy niedawno siostrę mojej Babci z którą byliśmy bardzo blisko. Nadal nie mogę uwierzyć co się stało. Co prawda była konsolacja po pogrzebie, ale dzisiaj jedziemy do mojej Babci pożegnać Ciocię Lusię tak jak ona by tego chciała, czyli przy suto zastawionym stole, jakimś grillu i wódeczką. Tak typowo po Polsku właściwie.

Człowiek zaczyna doceniać drugiego człowieka dopiero kiedy ten zejdzie z tego świata. Ciężka sprawa. Tragedie przeżywa jej syn. Ja to od razu postawiłam się na jego miejscu. Bardzo ciężkie wyobrażenie. Nie do opisania. Ale każdy kiedyś umrze. W gruncie rzeczy moja rodzina chodzi do kościoła, prócz odnogi w postaci moich rodziców, mnie i mojego brata. Wydaje mi się, że powinni się cieszyć, jeżeli Ciocia odeszła to tego lepszego świata przy Jezusie. Czy właśnie tak nie jest, że życie na ziemi jest zapowiedzią i przedsionkiem Nieba? wydaje mi się, że słuchałam siostry na lekcjach religii w gimnazjum. A tutaj cała rodzina jest w żałobie. Dziwnie tak trochę. Na ziemi są ludzie, którzy się cieszą z odejścia jakiejś osoby do nieba. Szkoda, że tak w Polsce nie ma.

Poza tym ostatnio natchnęły mnie rozmyślania właśnie o wierze. W gruncie rzeczy nie chodzę do kościoła, nie chcę tego robić bo uważam, że nie wierzę, ale tutaj jest właśnie to ale. W jakimś tam stopniu Bóg, Jezus, Maryja, Chrześcijaństwo, Duch święty, to jest ze mną od zawsze. Pewnie to tylko przyzwyczajenie. Chociaż i tak mało chodziłam do kościoła, całe szczęście nie musiałam, rodzice mi nie kazali, tak jak teraz mojemu bratu. Uważają, że wiara to jest coś indywidualnego. Wg mnie bardzo dobre podejście. Tak samo mam ze studiami, nie muszę iść do "normalnej szkoły" jak to moja Babcia nazywa. Idę do szkoły teatralnej co więcej rodzice mi pomagają w tym moim "chodzeniu". W każdym razie, wracając do meritum mojej wypowiedzi, uważam, że ja nadal poszukuje. Nie wiem czy jest Bóg, czy go nie ma. Mogę się tylko określić jako ateista agnostyczny właściwie

Poza tym wszystko bardzo fajnie. Jadę na zlot (jednak:)) nawet na parę dni wcześniej. Potem do Krakowa do Madzika, może zahaczę na jeden dzień o Częstochowę, kto wie, z Krakowa to rzut Jaśkowym beretem jest. W każdym razie gdzieś pojadę a to się liczy! :)

Obecnie moje życie wygląda tak, że śpię w domu, a cały dzień coś robię poza nim, czy to impreza u Pana Prezesa Aniołka, czy to nieudany wypad do klubu 70, czy wyjazd na wieś z Karoliną. Jest dobrze, aczkolwiek mam jakąś zapaść teraz. Wiem czym ona jest spowodowana, całe szczęście:)

koncert Babylon Raus

Po pierwsze wspaniały koncert! super energia! fajna muzyka! świetna zabawa, tylko piwo za 8 zł.

Po drugie super ludzie! szkoda tylko, że niektórzy nie mogli przyjechać, no ale i tak było bardzo sympatycznie

Po trzecie nagranie do teledysku "Na Wczoraj":D i mój kulturalny udział:D a co! :D

Po czwarte moje szaleństwo i autograf na biuście Pana Macieja i wielki tuulak:D. Co jak co, ale czasami można być dzieciakiem i napaloną faanka, choć za napaloną się nie uważam;-)

Reasumując super koncert i super zabawa:)

Jednodniowy wyjazd biznesowy z Prezesem (podobno lepiej Właściwielem;) Aniołkiem.

ogółem z mojej strony to był jeden wielki spontan:) Do tego wyjazdu mogę porównywać tylko jednodniowy wypad do Częstochowy w październiku (na dzień nauczyciela, pamiętam!)

Zaczęło się od niewinnego zebrania dzień wcześniej u Prezesa Aniołka. Wiecie, omówienie strategii sprzedaży, wykresy, teczki, prezentacje, długie stoły, biznesowy język itp;P a po prawdzie, paru piwek na jego wspaniałym tarasie:) Mister Aniołek zaproponował nam (taaak, bo byłam z Karoliną Pimpem tamtego wieczoru) wyjazd pod Kielce. Ogółem Karolcia nie mogła, ponieważ miała parę spraw związanych ze studiami niedokończonych, więc ja wpadłam na pomysł, że w sumie mogę jechać:)

Wróciłam do domu kolo 1:30 a o 3 musiałam wstać:) więc nie było sensu spania. O 5 Michał zabrał mnie samochodem spod Centalnego i tak zaczęła się nasza biznesowa przygoda

Nie będę się zagłębiać w szczegóły, ale było super! :) pizza w Pinczowie, cała gama rozmów poważnych i tych mniej, woda zdrojowa obrzydliwa jak cholera (jak ludzie mogą sami z siebie to pić?!), kąpiel (nie moja;P) w jeziorze Hańcza, śpiewy i baaaans w samochodzie:D oczywiście nie zapominam o wspaniałym towarzystwie Michała:) straszliwy upał był tylko straszny, a tak to wszystko było cacy:)

reasumując, było super! nawet to moje wyczerpanie jest małą iskrą w tym wszystkim:) (Jak wróciłam do domu, to jak wyszłam z łazienki to tylko się położyłam i zasnęłam od razu! pierwszy raz)

A dzisiaj czeka mnie boooski koncert BABYLON RAUS! już się nie mogę doczekać:)

A poza tym wspaniała Madzik zdała prawko za pierwszym razem! AU! GRATKI:)

taki wewnątrzny ból

W tym bólu nawet nie chodzi o mnie. U mnie właściwie wszystko ok jest, parę rodzinnych problemów, ale to też nie jest koniec świata

Boli mnie sytuacja mojego przyjaciela. Strasznie chciałabym mu pomóc, ale w tym przypadku właściwie nic nie mogę zrobić. Wiem jak go to boli, bo jest tak samo wrażliwym człowiekiem jak ja. Szkoda mi też tej drugiej strony w tym jego sporze, bo trochę mało racjonalnie postępuje i coraz częściej myślę, że nie obudzi się z tego głupiego stanu.

Często piszę na moim joggerze o przyjaźni, bo to dla mnie wiele znaczy. Bardzo wiele. Z wiekiem uczę się coraz lepiej pielęgnować ją. Dlatego tak bardzo mnie boli, jak ktoś z powodu tej przyjaźni właściwie cierpi. Sama wycierpiałam dużo, bardzo dużo, ale jakoś sobie dałam radę, on też da radę, czuję to, ale szkoda mi go bardzo. Jednej i drugiej strony, bo ta druga strona się niesamowicie zatraca. Albo i nie zatraca, nie wiem, właściwie ja już nie chcę wiedzieć tego. Przestało mnie to ostatnio interesować.

Chciałabym, żeby wszystko się ułożyło, u mnie w domu, u mojego przyjaciela, u mojej przyjaciółki która ma problemy z chłopakiem i z zespołem mojego przyjaciela, bo wiem jak bardzo kocha muzykę facet